Jak otworzyć własną pracownię i ją… zamknąć

Już miałyśy dogadaną miejscówkę, już były plany remontowe, już z Gosią z Odnawialni dzieliłyśmy skórę na tym niedźwiedziu, ale los (czy raczej Spółdzielnia Ekolog – nie pozdrawiamy) postanowił pokazać nam wielkiego fucka. I zmiast w nowe miejsce musiałyśmy dobytek z 5 lat i ponad 100 metrów kwadratowych przenieść do 14-metrowego kontenera. 

Może to tylko zrządzenie losu, że w piątek dostałyśmy od jednego z Czytelników, a właściwie słuchaczy takiego maila:  „Dzień dobry Majsterki… Dziś rano usłyszałem w radio jakże świetną inicjatywę dającą nowe życie, starym meblom, reasumując chciałbym całkiem charytatywnie zbudować, zorganizować z Waszą pomocą i doświadczeniem rozpocząć od nowa podobną działalność w Poznaniu, jak to zrobić, gdy lokal stanowi barierę nie osiągalną dla zwykłego obywatela. Proszę pomóżcie. Gdzie jak z kim rozmawiać by rozpocząć taką działalność.”.

I powiemy szczerze, chętnie pomożemy jak same poznamy tą sekretną recepturę. Póki co, stocoś metrów zamieniłyśmy na blaszany kontener.

Teraz same stoimy patrząc na spakowane pięć lat majsterkowego życia i zastanawiamy się, co i jak robić dalej. Bo to, że dalej, to jest pewne, lecz poszukiwania nowego miejsca nie są tak łatwe, jak się wydaje. Niestety manna nie kapie z nieba i nad każdym ruchem trzeba się dwa razy zastanowić.

Dla wszystkich poszukiwaczy swojego miejsca mamy kilka rad i podpowiedzi od czego zacząć:

  • zastanówcie się dobrze, jakiej powierzchni potrzebujecie;
  • na czym chcecie zarabiać: czy pracownia ma przynosić zyski, czy jest tylko dla funu i ma być po prostu miejscem do rozwijania hobby;
  • jak dużo pracy własnej możecie włożyć w jej uruchomienie;
  • jaka lokalizacja będzie dla Was i Waszych gości najodpowiedniejsza – jeśli chcecie prowadzić warsztaty, to musi to być punkt dobrze skomunikowany, niekoniecznie najbliższy Waszemu miejscu zamieszkania i niekoniecznie w centrum miasta, ale taki by jednak ludziom nie kojarzył się z wielką wyprawą na drugi koniec świata;
  • jak dużo czasu bedziecie w niej spędzać;
  • jak bardzo uciążliwa jest wasza działalność dla ewentualnych sąsiadów;
  • jakich udogodnień (witryny od ulicy, wiata towarowa, duża winda, klimatyzacja, c.o) koniecznie będziecie potrzebować. I przede wszystkim: jak dużym BUDŻETEM na miesięczne koszty utrzymania dysponujecie. Oraz jak duże jego ewentualne wzrosty jesteście w stanie wytrzymać. Bo takie wzrosty niestety zawsze wchodzą w rachubę. A to miasto zaczyna inaczej (czyt. drożej) liczyć za wywóz śmieci, wzrasta czynsz, rosną koszty mediów.

Czego nauczyło nas te pięć lat

Z pierwszą pracownią chyba jest tak samo jak z pierwszym mieszkaniem. Nie wszystko i nie zawsze jest perfekcyjne, ale kochasz nad życie. My nie raz i nie dwa przeklinałyśmy to drugie piętro (a właściwie trzecie, bo w weekendy wejście było od sutener). Winda dostępna tylko od poniedziałku do piątku w określonych godzinach i po wcześniejszym zaanonsowaniu. Nieustanne dyskusje z ochroną czy możemy wjechać na teren przylegający do budynku czy jednak musimy te graty nosić przez ulicę. Łazienka wspólna na korytarzu. Zero klimy, chyba że założyłybyśmy ją na własny koszt, a ten w przypadku 100 metrów to dobre kilkanaście tysięcy złotych.

Na początku wszystko to nie było wielkim problemem. Być może dlatego, że po prostu strasznie cieszyłyśmy się z własnej wychuchanej miejscówki. Ale jak zaczęłyśmy prowadzić regularne warsztaty, wynajmować przestrzeń dla innych osób, to się okazywało, że te niedogodności urastają do poważnych problemów.

Przerwa na toaletę to istna wyprawa, która trochę dezorganizuje całą grupę. Przy warsztatach dla dzieciaków musiałyśmy organizować dodatkową opiekę, żeby nam się podopieczni nie pogubili w trakcie takich wędrówek za potrzebą. My się przyzwyczaiłyśmy do wnoszenia mebli po schodach i traktowałyśmy to jako taki majsterkowy fitness, ale nasi goście, no cóż regularnie na to narzekali. No i ten istny żar latem…

Ach długo by gadać sporo tego było. Ale i tak zawsze będziemy Miską 65 wspominać z sentymentem.

Wiemy czego nie chcemy

Te ostatnie lata upewniły nas co do kilku fundamentalnych rzeczy. Przede wszystkim, że:

  • chcemy robić to dalej, więc mamy nadzieję, że już niedługo znajdziemy miejsce na nową pracownię. Wtedy nie będziecie już mieli wymówek i koniecznie będziecie musieli nas odwiedzić.
  • chcemy robić to razem! Takich dwoje jak nas trzy to nie ma ani jednego! Co tu dużo mówić, czasem strzelimy fochem, czasem się posprzeczamy, ale finalnie związek to jest bardzo stabilny, fundamenty mamy mocne!
  • znalazłyśmy bratnią duszę, z którą chcemy połączyć siły. Jak wiecie sporo działamy z Gosią z Odnawialni i chcemy robić to dalej. Nasze działalności się mocno uzupełniają, ba nawet oczekiwania względem samej pracowni są dosyć komplementarne, więc tą współpracę chcemy zacieśniać. Pracujemy właśnie nad konkretnym konceptem.
  •  z rzeczy przyziemnych: nowa pracownia musi być koniecznie na parterze lub z normalną, działającą windą towarową. Musi być w dobrej lokalizacji, żebyśmy nie musiały Wam wysyłać maili z 40 zdjęciami i oddzielną książką „Jak trafić do Majsterek?”. W związku z szalejącym klimatem musi mieć albo klimatyzację albo być w takim budynku, który latem nie będzie nagrzewał się jak szklarnia.

Koniec to nowy początek?

Decyzję o wyprowadzce z Mińskiej podjęłyśmy bardzo świadomie, dojrzewała ona w nas dobre pół roku. Sytuacja z koronawirusem i tym, jak zachowała się administracja Praskiej Drukarni (o czym pisałyśmy TUTAJ), tylko nas utwierdziła w tym przekonaniu.

No, ale jak przyszło co do czego, to chwila poważnej refleksji zdarzyła się w miniony weekend każdej z nas. To były bardzo intensywne dwa dni. Spakować wszystkie graty, urządzić w tym samym czasie garażówkę i przewieźć cały dobytek do 14 metrowego kontenera, to –  przyznacie – niezły wyczyn.

Ale jak zawsze mogśmy liczyć na pomoc i wsparcie. Przede wszystkim Kuby, głównego majstra w ekipie, który dbał o to, żeby nie nadwyrężać naszych kręgosłupów. Wpadli też Gosia z mężem i pomogli w symbolicznym już zdejmowaniu napisu Majsterki. Normalnie jak w minionej epoce z wyprowadzaniem szandaru. Tyle, że Partia Majsterek to jednak inne standardy na każdym poziomie.

 

Wpadło też sporo naszych uczestników warsztatów, fanów i przyjaciół, którzy uznali, że chcą jeszcze raz poczuć klimat Mińskiej 65. Bardzo Wam dzięujemy za odwiedziny, miłe słowa i nieocoenioną pomoc przy wynoszeniu śmieci. 🙂

Wasze jeszcze trochę styrane po wyprowadzce M.